Herbia  Strona Główna  
  •  FAQ  •   Szukaj  •   Użytkownicy  •   Grupy  •   Statystyki  •  Rejestracja  •   Zaloguj  •   Album  •   Chat  • 
 Ogłoszenie 


Czas najwyższy!
Koniec świata - jak zwykle - nie wypalił, co jest dobrą okazją do startu nowej edycji Herbii!
Zapraszamy!


Poprzedni temat :: Następny temat
[opowiadanie] Morska opowieść
Autor Wiadomość
Lilith 
Ice Queen


Wiek: 26
Dołączyła: 25 Cze 2008
Posty: 95
Skąd: Z rushoffego piekła
Wysłany: 2009-07-01, 13:05   [opowiadanie] Morska opowieść

Jedno ze starszych opowiadań, z typu `zabij krwawo i boleśnie i opisz`. Samokrytycznei uważam że jest średnie, i pisałam lepsze. No ale to były początki:

Tego dnia słońca grzało mocno, oświetlając morskie bałwany. Od wody wiał lekki wietrzyk przynosząc nad rozgrzaną plaże zapach soli. Glony i wodorosty lśniły na skałach w porannych promieniach. Pod nimi kryły się morskie żyjątka czekające na przypływ, ukrywające się przed żarłocznymi mewami, których skrzek niósł się aż do wioski.
W jednej z kałuż utworzonych po odpływie, w cieniu wielkiej skały, taplała się mała dziewczynka. Jej zielona skóra i włosy w kolorze młodej trawy błyszczały w słońcu. Jeden kosmyk ozdobiony miała drogocennymi perłami. Na nadgarstkach i kostkach brzęczały bransoletki z muszelek. Na świat spoglądała bystrymi oczkami o kolorze morskiej toni.
Nuciła po nosem piosenkę, śpiewała pięknie. Przerwała, ujrzawszy na plaży dwoje ludzkich dzieci, w ostatniej chwili zdążyła ukryć się w małej jamie pod kamieniem. Dzieci bawiły się kolorową piłką i śmiały głośno. Mała morska dziewczynka przyglądała im się ciekawie. Nie wyglądali według niej groźnie… Dzieci znudzone zabawą piłką zaczęły szukać muszelek. Dziewczynka podeszła do jaskini i jej brązowe oczy znalazły się na równi z oczami wodniczki. Pisnęła przerażona i odskoczyła
- Timmy! Timmy! Tam coś jest! – zaczęła wołać brata, ten zaczął się śmiać i podszedł, ale zbladł widząc zielone włosy i taką też skórę. Wyjął mały sztylet i drżącym głosem spytał
- K..kim jesteś? –
- Ja… syrina – powiedziała morska istotka pokazując drobną rączką na siebie
- A ty? –
- Ja jestem człowiekiem, to chyba widać –
- Ja Anastazja – powiedziała syrina uśmiechając się lekko
- Ja nazywam się Timmy, a to moja siostra Wendy– odpowiedział chłopiec patrząc nieufnie
- Słyszałem o syrinach, podobno porywają ludzi, topią i pożerają –
- Ja? Ja nie topię, nie jem. Ja jem rybki, dobre rybki – powiedziała i oblizała się na myśl o smakołyku
- A dlaczego się tu chowasz? – zapytał już odważniej chłopiec
- Boje – odpowiedziała Anastazja kuląc drobne ramionka, Wendy i Timmy zaśmiali się
- My ci nic nie zrobimy, choć pobawimy się razem – powiedział chłopiec i syrina wyszła z jamy. Była naprawdę malutka, mniejsza o głowę od Wendy, a przez delikatną jak pergamin skórę prześwitywały jasne żyłki. Ubrana była dziwacznie, w spódniczkę z glonów i resztek sieci, bluzeczkę miała zrobioną z muszelek i resztek poprutego materiału. Wendy zaśmiała się widząc ten dziwny strój, Anastazja niewiedzą, o co chodzi wydała bardzo podobny dźwięk. Na zabawie szybko minął dzieciom cały dzień, w końcu zaczęło zmierzchać.
- My już musimy iść, ale jutro wrócimy – powiedziała Wendy z uśmiechem
- Ja też – powiedziała i odplątała z włosów dwie piękne perły. Dała dzieciom
- Prezent –wytłumaczyła z uśmiechem widząc ich zdziwione miny
- Ale… wiesz, że to jest bardzo cenne –
- Czemu? W morzu, dużo. Ale głęboko, nie da oddychać dla człowieka – wytłumaczyła. Dzieci pożegnały się i odeszły, mała Anastazja odprowadziła ich na skraj plaży. Gdy zbliżyła się do brzegu spostrzegła, że nie jest sama. Na jednym z głazów siedziała inna syrina. Ta wyglądała znacznie groźniej Dużo wyższa od małej i bardziej umięśniona. Jej skóra miała niezdrowy, trupio zielony odcień, a włosy jej były ciemno-turkusowe, w których tkwiło mnóstwo wodorostów i muszelek. W spiczastych uszach błyszczały srebrne kolczyki, a na smukłej szyi łańcuszek z muszli, kłów i kostek. Na ramionach lśniły blizny po oparzeniach, na łydce miała ślad po ugryzieniu. Oczy kobiety lśniły złowieszczo, miały przerażający ciemno-krwisty kolor przypominający świeżą ranę, jedno przecinała długa bruzda, zadana jakimś ostrym narzędziem. Blade usta, wykrzywione w złym grymasie odkrywały rząd spiczastych kiełków.
- Mówiłam ci, nie wolno się bratać z ludźmi! – warknęła, jej głos był nieprzyjemny i chropowaty.
- Ale oni nie źli jak mówiłaś – powiedziała cicho Anastazja kuląc ramionka
- Są! Nie wolno im ufać –
- Ale my tylko bawiliśmy – szepnęła ze łzami w oczach
- Żadnych ale, jutro nie możesz przyjść na plażę. Zabraniam – powiedziała starsza i weszła do wody… za nią mała i obie odpłynęły w morską toń.

Tymczasem dzieci wróciły do swojego domu. Na progu przywitał ich ojciec. Zwalisty chłop, o wiecznie nieogolonej twarzy, przekrwionych oczach i zapitym głosie. Dojrzał drogocenne perły
- Skąd je macie? – warknął oglądając kuleczki
- Od koleżanki – zaczął nieśmiało Timmy
- Co? Jaka to koleżanka perły rozdaje, co? A może ukradliście? –
- My nigdy byśmy nic nie ukradli! – zaczęła się bronić Wendy
- Nie krzycz mi tu smarkulo, widzieliście ją, głos na ojca będzie podnosić – warknął
- Od koleżanki, którą spotkaliśmy na plaży. To syrina – powiedział Timmy i spuścił głowę
- Syrina?! A czy wy wiecie, że one są niebezpieczne? Tyle razy wam powtarzałem, wasza matka osiwieje przez was, na serce umrze – zaczął wykrzykiwać
- Ale tatku.. ona jest niegroźna i taka malutka, mniejsza ode mnie – powiedziała cicho Wendy, ku jej dziwieniu ojciec całkowicie się uspokoił
- Taka mała mówisz? – powiedział w zamyśleniu
- Cóż, zjedzcie kolacje i spać – mruknął i skierował się do wyjścia. W jego oczach zalśniły złowieszcze ogniki. Kroki skierował do pobliskiej karczmy.
- Bill! A jużeśmy myśleli, że nie przyleziesz – powiedział barczysty mężczyzna z bliznami po ospie na brzydkiej twarzy
- A przyszedłem i nowinę mam. – powiedział siadając na ławce
- Ale wiecie, tak mi w gardle zaschło, że mówić nie mogę – i zakasłał aby udowodnić swe słowa. Zaraz pojawił się przed nim kufel zimnego piwa. Pociągnął zdrowo, otarł pianę z twarzy rękawem i zaczął
- Trzeba będzie się upewnić, ale moje szczeniaki znalazły na plaży małą syrinę. Mówią, że od niej dostały perły – powiedział i pokazał swym dwóm towarzyszom drogocenne kamienie. Aż im zalśniły oczy na ten widok
- Ale skąd wiesz, że nie kłamią? – zapytał żylasty dryblas
- Nie wiem, ale wiem, że ty się upewnisz. Tak, tak, August tobie przyszła wielka misja śledzić moje szczeniaki jutro na plaży, cały dzień. Miejmy nadzieję, że nie kłamały – powiedział i schował perły. Wieczór minął im na pijackich rozmowach i śpiewach.
Ranek nastał słoneczny i ciepły, na niebie snuły się leniwie białe obłoczki. August ukrył się w krzakach przy plaży, długo nie czekał, po chwili pokazały się dzieci Billa. Lecz syrina nie pojawiała się, Wendy i Timmy czekali, coraz bardziej smutni, a August coraz bardziej niecierpliwy. Godziny mijały i nastało popołudnie… Na spokojnej dotąd toni morza pojawiły się kręgi i na plaże wyszła Anastazja. Dzieci bardzo ucieszyły się na jej widok, a ukryty w krzakach mężczyzna przecierał oczy ze zdumienia.
- Czemu nie przyszłaś wcześniej? Czekaliśmy – powiedział z wyrzutem Timmy
- Siostra nie pozwoliła, ona straszna. I martwi – powiedziała kuląc ramiona i oglądając się na morze. Dzieci zaczęły się bawić, a August pobiegł do Billa
- Bill! Bill! To prawda! –
- Że co prawda? – warknął mężczyzna zły, że ktoś śmiał przerwać jego popołudniową drzemkę
- No to z syriną. Jest, żywa, malutka i zieloniutka jak trawa. – zaczął się zachwycać
- Dobra, zamknij się – powiedział i przeczesał włosy palcami
- Pogadam ze smarkatymi i zabronię im iść na plaże jutro. Wiesz, że niby dla bezpieczeństwa. Ale ona przyjdzie a my ją cap! I mamy syrinę w garści – powiedział Bill z okrutnym uśmiechem
- No to kto pójdzie po nią? – zapytał August
- Ja ją zwabię, a ty i… i Lincoln niech przyjdzie to ją złapiemy. – powiedział i zamyślił się
- Wtajemnicz jeszcze Eryka, on ma stodołę przy plaży. Można mu ufać, a musimy gdzieś schować nasz skarbek, aby nikt jej nie znalazł – i podrapał się po nieogolonym podbródku
- Dobra, idź i załatwiaj swoje sprawy. Ja przytrzymam smarkaczy w domu – powiedział i uwalił się powrotem na łóżko. Po godzinie przyszły dzieci. Jak tylko je zobaczył zrobił groźną minę
- Byliście na plaży, tak? – zapytał
- T.. tak.. – odpowiedział Timmy, bojąc się groźnej miny ojca
- Nie wolno wam tam chodzić. Póki jest tam syrina nie wolno – powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu
- Ale tatku, przecież ci mówiliśmy wczoraj – zaczęła Wendy ze łzami w oczach
- Wiem, że mówiliście! Nie mam aż takiej sklerozy! Ale to nie zmienia faktu, że wam zabraniam. Wiecie, że jak coś jest małe to zwykle ma rodziców, albo innego opiekuna. Wasza mała syrina też na pewno ma, i ten ktoś może być groźny. Dla waszego dobra wam zabraniam – powiedział Bill a dzieci popatrzyły po sobie. Faktycznie, Anastazja mówiła coś o groźnej siostrze. Ze spuszczonymi głowami odeszły do swojego pokoju… Billa zadowolony z siebie sięgnął po butelkę z piwem i kilkoma łykami wypił zawartość. Padł na łóżko i zasnął, śniąc o bogactwie, które może mu przynieść zielone morskie dziecko.

Rankiem Anastazja wyszła na brzeg, siostra była bardzo zajęta, więc mała syrina nie obawiała się nakrycia. Siedziała w cieniu wielkiej skały i chlapała się w zimnej wodzie, cały czas spoglądając na skraj plaży skąd zawsze nadchodziły dzieci. Wtem usłyszała, że ktoś się zbliża, uradowana odwróciła się, ale zobaczyła dorosłego mężczyznę, z dobrotliwym uśmiechem przyklejonym do parszywej gęby. Dziewczynka zerwała się do ucieczki
- Poczekaj! Ty jesteś Anastazja? Moje dzieci, Timmy i Wendy opowiadały o tobie – powiedział siląc się na miły ton. Syrina spojrzała na niego podejrzliwie
- Tak, ja Anastazja –
- Tak, moje dzieci opowiadały o tobie, że dałaś im perły. Ale ostatnio nie, i to im się nie podobało – zaczął
- I raczej nie przyjdą na plaże, wiesz dostały pieska i całkowicie o tobie zapomniały. – dokończył i spojrzał z lubością jak w oczach małej syriny pojawiają się łzy
- Ale nie płacz, ja się z tobą pobawię – powiedział i wyciągnął rękę, naiwne dziecko podało mu swoją i Bill zaraz ją złapał
- A mam cię skarbeczku – powiedział zaciskając brudną łapę na drobnej rączce. Anastazja zaczęła się rzucać i z całej sił wbiła małe ząbki w rękę Billa. Ten zasyczał z bólu i krzyknął, zza skały wyskoczyło dwóch mężczyzn. Jednym był August, a drugi to brzydki wielki facet, z bliznami na twarzy. Rzucili na dziewczynkę sieć rybacką i spętali. Bill uderzył ją w głowę i Anastazja zemdlała
- Widzieliście jak mnie bestyjka ugryzła? – powiedział pokazując zakrwawioną dłoń z wyraźnymi śladami ostrych kłów
- Ale ma zębiska, jak rekin – powiedział jeden
- Dobra Lincoln, zabieraj ją. Ty August będziesz jej pilnował, idziemy do Eryka – zarządził Bill i ruszyli do stodoły której dach widać było z plaży. Przez wrota weszli do ciemnego wnętrza, przez szpary między deskami wpadały promienie światła, w których tańczyły cząstki kurzu. Powietrze w stodole było suche i cuchnęło zgniłą słomą. Na snopku siedział młody chłopak
- Młody, gdzie ojciec? – zapytał Bill, a Lincoln położył nieprzytomną syrinę na ziemi. Chłopak przetarł oczy ze zdumienia
- Ty, delikatniej z nią – warknął `przywódca`
- Delikatnie? Nie ja ją po łbie waliłem – odpowiedział cicho mężczyzna
- Dobra, pal licho, co jej nie zabije to ją wzmocni. Gdzie ojciec pytam –
- A pewnikiem w chacie, z nową kobitą się zabawia – powiedział chłopak i podszedł do syriny
- Ładny okaz – mruknął, żując liść tytoniu
- Ładny, nie ładny ojca mi przyprowadź – warknął Bill i trzepnął go lekko w głowę, chłopak coś burknął i umknął zanim mężczyzna zdążył zadać kolejny cios
- I to jest dzieciak, nie to co mój Timmy, eh, z niego to pożytku nijak – burknął i wziął mocną linę z lnu. Wyplątał małą z sieci i zawiązał ciasno sznur wokół jej nogi. Jednym szarpnięciem wyrwał jej kosmyk z perłami. Rzucił po jednej towarzyszom
- No mata chłopy, na zapłatę – powiedział z uśmiechem. August usiadł na snopku siana, oglądając kamyczek, a Lincoln z Billem wyszli przed stodołę. Czekał już tam Eryk, jego syn i jakaś blond włosa dziewka
- Słyszałem, że jakieś maszkarony mi w stodole chowasz – zaczął, ale gdy w jego ręku znalazła się drogocenna perła natychmiast umilkł. Po za Augustem, który pilnował dziewczynki wszyscy w znakomitych humorach poszli do karczmy…

Późnym popołudniem mała Anastazja obudziła się, czuła straszny, pulsujący ból głowy i gryzące powietrze w płucach. Zakrztusiła się, a z oczu popłynęły łzy. Szarpnęła nogą, ale gruby, szorstki sznur tylko wbił się w jej nóżkę, popłynęła szkarłatna krew. Dziewczynka zaczęła łkać cicho i obudził się August
- Czego tam miączysz? – warknął wściekły. W dłoni trzymał butle z jakimś płynem. Pociągnął z niej zdrowo i skrzywił się
- Zamkniesz się?! Czy mam cię uciszyć?! – krzyknął na dziecko i uderzył ją w główkę. Ta zaczęła płakać głośniej
- A, wiem, co cię uciszy – mruknął patrząc na butelkę. Podał jej do picia, dziewczynka upiła kilka łyków i poczuła ogień w przełyku. Alkohol podrażnił jej delikatne tkanki, przeżerał niczym kwas. Zakrztusiła się i zamilkła. August zadowolony z siebie upadł na siano i znów zasnął. Mała syrina schyliła się i zaczęła ostrymi ząbkami przecinać linę. Po długim czasie była już wolna. Wstała, ale poczuła, że okrutnie kręci się jej w głowie i usiadła na ziemi. Zobaczyła, że w ścianie w pobliżu jest dość duża szpara. Zaczęła się czołgać w tamtą stronę, po chwili całe jej kolana i brzuch były starte do krwi, na ziemi ciągnął się za nią szkarłatny ślad. W końcu udało się jej opuścić zasmrodzoną i duszna stodołę. Nabrała w płuca zimnego, morskiego powietrza i natychmiast zwymiotowała żółcią i krwią. Zaczęła się czołgać dalej, do plaży…
- Ty mała szmato! Jak cię dorwę! – usłyszała krzyk dobiegający ze stodoły i spróbowała czołgać się szybciej… usłyszała szelest otaczającej ją trawy. Zamknęła oczy przygotowana na najgorsze, ale gdy je otworzyła ujrzała dwie niezdrowo blade stopy, w lewej wyraźnie brakowało jednego palca
- N…Nereida – wychrypiała mała i podczołgała się bliżej, a siostra upadła na kolana i objęła ją
- A mówiłam, że nie wolno – powiedziała, a w jej głosie nie było gniewu, tylko troska. Pogłaskała ją po włosach, a dziewczynka wtuliła twarz w pierś siostry i załkała.
- Zabiorę cię do domu, wyzdrowiejesz – powiedziała i wzięła ją na ręce. Doszła do plaży i usłyszała kolejny krzyk Augusta. Położyła siostrę przy skale, w zimnej, kojącej wodzie
- Poczekaj tu, zaraz wrócę. Jak przyjdą ludzie, uciekaj do wody, nie czekaj – powiedziała i pobiegła do stodoły. Przed wrotami kręcił się wściekły August. Syrina bezszelestnie podeszła do niego i poklepała do po ramieniu, gdy się odwrócił przywaliła mu pięścią uzbrojoną w kastet w twarz, ostre kanty muszli rozerwały mu skórę
- Może byś się z równym sobie zmierzył gnido!? Ona jest małym dzieckiem – krzyknęła i przywaliła mu jeszcze raz. Mężczyzna zamroczony silnymi ciosami i alkoholem szumiącym mu w głowie zachybotał się i upadł na ziemie. Syrina usiadła mu na piersi i na jego twarz posypały się kolejne ciosy
- Zabilibyście ją suczesyny! – krzyczała ze łzami w oczach waląc na oślep. W końcu się opanowała i złapała go za koszule, powlokła do stodoły, a kamienie niczym papier ścierny zdzierały mu skórę z pleców. Wrzuciła go do budynku i kopnęła w brzuch, złapała grubą linę i przywiązała mocno do belki. Jej wzrok spoczął na butelce, w której było jeszcze nieco płynu. Uśmiechnęła się złośliwie i wzięła ją, polała wódką świeże rany na twarzy i plecach. August krzyczał, ale brudna szmata, którą wcześniej wsadziła mu w usta Nereida doskonale wszystko tłumiła
- A teraz posłuchaj, jak przyjdą twoi towarzysze to powiedz im, że czekam na plaży – powiedziała z uśmiechem pełnym szaleństwa i wyszła. Szybko pobiegła do siostry, ku jej uldze mała leżała nadal w wodzie i oddychała, nie równo i chrapliwie, ale oddychała. Wzięła dziecko w ramiona i weszła do wody. Po chwili otoczyła je zimna, morska toń. Zwabione zapachem krwi nadpłynęły dwa rekiny, ale inteligentne morskie bestie wiedziały, że syriny są czymś trującym, więc zostawiły dwie siostry w spokoju i pływały wokół nich. W końcu udało się Nereidzie dotrzeć do ciemnej jaskini. Wpłynęła i minąwszy tunel dopłynęła do podwodnej jamy. Otrząsnęła się z wody. Była w małym `pomieszczeniu` wykutym w żywej skale. Były tam niezgrabne drewniane meble, poskładane z różnych desek. Piękne, drogocenne ozdoby wyglądały tam dość.. groteskowo. Na popruchniałym stole stały dwie, pięknie malowane porcelanowe miseczki, a na jednym z łóżek leżała delikatna, jedwabna poduszeczka. Nereida położyła siostrę na łóżku
- Jesteśmy w domu? – zapytała mała
- Tak, tu jesteś bezpieczna, żaden człowiek tu nie dopłynie, nigdy – powiedziała głaszcząc małą po zielonych włosach. Dziewczynka zamknęła oczy i pogrążyła się we śnie, przytulając małego misia, który zamiast oczu miał dwie muszelki. Nereida naszykowała siostrze wodę do picia i kilka ryb. Sama wzięła sztylet z kłów rekina, krótki stalowy miecz i dodatkowy kastet z ostrych muszli.
- Wszystkich ich pozabijam… przebrała się miarka. Nikt już nie skrzywdzi żadnej syriny – powiedziała i ucałowała jedną z kostek wiszących na srebrnym łańcuszku na szyi. Obejrzała się jeszcze raz na siostrę i weszła do wody. Ogarnął ją mrok tunelu i wypłynęła na otwartą wodę. Po chwili znalazła się na plaży… Nadchodził ranek, na niebie sunęły ciężkie, ciemne chmury, lecz słońce zaczynało już przez nie prześwitywać, ogrzewając świat swymi złotymi promieniami. Syrina zaczęła przygotowania, wykopała dwa wilcze doły i naostrzyła kilka pali. Ustawiła je na dnie i zaśmiała się okrutnie. Poprawiła wiszący przy pasie sznur i całą broń, schowała się za kamieniem i czekała. Na plaży pojawiła się grupka osób, które głośno się o coś sprzeczały. Najgłośniej krzyczał Bill. Po chwili wszyscy po za Billem rozeszli się po plaży szukając syriny. A Nereida siedziała i nasłuchiwała. Po chwili usłyszała ciężkie kroki i zobaczyła Lincolna. Zacisnęła linę z wodorostów wokół jego kostki, ten schylił się, pewny, że o coś zaczepił i poczuł silny cios w głowę, po chwili kolejny i jeszcze jeden. Zamroczyło go i upadł półprzytomny na ziemie. Syrina natychmiast zatkała mu usta i związała ręce. Po chwili zobaczyła, że zbliża się drugi
- Lincoln! Co ci się… - zaczął, ale nie dokończył, bo silny cios kamieniem w głowę sprawił, że upadł na kolana. Nereida waliła, aż głowa otworzyła się niczym rozłupany orzech. Mężczyzna upadł, w kałuży własnej krwi, jęcząc cicho… Syrina złapała Lincolna i pociągnęła do spiczastej skały, z podłym uśmiechem przywiązała go do niej. Gdy mężczyzna zaczął się rzucać, uderzyła go jeszcze raz. Natychmiast się uspokoił, gdy poczuł, że jego górna warga wisi już tylko na strzępkach skóry. Syrina spojrzała w niebo
- Wiesz, zapowiada się dziś słoneczna pogoda. A ty taki blady, poopalasz się – powiedziała i sięgnęła po sztylet. Knebel w ustach skutecznie tłumił jego krzyki i próby mówienia. Kobieta z mściwym uśmiechem delikatnie ujęła jego górną powiekę i zaczęła ją odcinać, to samo zrobiła i z drugą, krew zalała oczy mężczyzny
- No to miłego opalania życzę – powiedziała i odeszła. Wróciła do mężczyzny, któremu niemal rozwaliła czaszkę. Wokół niego latało stadko mew, co chwila któraś podlatywała i dziobała go, mężczyzna usiłował się od nich opędzić, ale nie miał na to sił. Zobaczywszy Nereide zaczął coś mówić, ale z jego ust wydobył się tylko bulgot i różowa piana.
- Zabiłeś mi brata wiesz? Tak, rozłupałeś mu czaszkę na dwie części, teraz ją zaczęłam to robić tobie, ale uznałam, że są lepsze sposoby – powiedziała, a na jej ramieniu wylądowała mewa. Syrina uśmiechnęła się podle i położyła mewę na ciele mężczyzny, inne ptaki uznały to za przyzwolenie i całe wielkie stado rzuciło się na człowieka. Ostre szpony i dzioby rozrywały mu ubranie i skórę. Dobierały się soczystych mięśni…. Kobieta skrzywiła się na ten widok i odeszła, schowała się w cieniu skały i czekała na kolejne ofiary. Słońce zaczęło prażyć mocniej i czuć już było unoszący się w powietrzu upał, jedynie lekki wiaterek dawał nieco chłodu…

- Nikt nic nie znalazł? – zapieklił się Bill patrząc na twarze Augusta, blond włosej i młodzika
- A gdzie tamte dwie ofiary? – warknął rozglądając się
- Ty, młody, idź poszukać ojca i Lincolna – powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu. Chłopak odszedł i skierował się do skupiska mew. Odgonił je nieco i ujrzał zmasakrowaną ludzką rękę, poszarpaną tak, że widać było już białą kość. Przełknął ślinę i krzykiem wystraszył resztę mew. To, co ujrzał przerosło jego najgorsze koszmary… Na czerwonym od posoki piasku leżało zmasakrowane ciało, z głowy powoli wypływał mózg, a puste oczodoły, niczym czarne, bezdenne studnie były skierowane w jego stronę. Jedna mewa dziobnęła trupa w resztki wystające z jego głowy i całe ciało zadrgało spazmatycznie. Chłopak odwrócił się, przebiegł kawałek i upadł na kolana. Szybko zwrócił całą zawartość swojego żołądka
- A temu co? – warknął Bill i wszyscy do niego podeszli, chłopak wskazał skałę
- Tam,… ciało… nie idźcie, nie patrzcie – zaczął i znów zwymiotował. August i blondyna posłuchali, ale Bill poszedł. Po chwili wrócił, blady niczym ściana
- Eryk nie żyje – zdołał tylko wypowiedzieć i przytkał usta dłonią, aby nie zwrócić ostatniego posiłku. Blond włosa kobieta zaczęła płakać
- Myślicie, że to syrina? – zapytała kobieta
- Na to wygląda… kurde, wole nie wiedzieć, co zrobiła z Lincolnem – powiedział Bill pocierając zarośnięty podbródek. Chłopak przerażony zaczął się wycofywać do wioski
- A ty gdzie? Zabiła ci ojca! Powinieneś się mścić! – krzyknął za nim Bill, ale chłopak pobiegł pędem. Źle zrobił, gdyby szedł powoli pewnie ujrzałby nierówność i kilka patyków dziwnie wystających z piasku. A tak nie zauważył i wpadł w dół, na dnie, którego było kilka bardzo ostro zakończonych pali. Dwa z nich boleśnie otarły ramiona chłopaka, zostawiając w nich drzazgi…, ale te rany to było nic, jeden z zaostrzonych pali wbił mu się w odbyt. Chłopak zaskrzeczał głośno, czując jak drewno rozrywa mu trzewia. Zatrząsł się w agonii i spojrzał na wylot prosto w oczy Bila
- Ty skórwysynu – zdążył wyjęczeć i skonał
- To się zaczyna robić niebezpieczne – powiedział August patrząc z przerażeniem na chłopaka.
- Tam jest! – krzyknęła nagle kobieta wskazując na jedną ze skał, widać było przez chwilę turkus włosów syriny. Pobiegli za nią. Naprzodzie Bill i August a za nimi kobieta. Oni poszli dalej, a ona się zatrzymała. Usłyszała cichy, chropowaty syk i odwróciła się. Na jej twarz, o wątpliwej urodzie padł silny cios
- Powinnam cię zabić, za to, że jej nie pomogłaś – powiedziała syrina patrząc na nią swoimi krwistoczerwonymi oczami
- Wybacz… wybacz. Ale nie zabijaj, błagam, ja nie wiedziałam, że to dziecko, błagam – zaczęła płakać i upadła na kolana, objęła Nereidę za nogi, ta kopniakiem odtrąciła ją z miną pełną obrzydzenia
- Dobra, ale odejdź i powiedz, że…że oni pozabijali się o perły. A mnie już pewnie nigdy nie zobaczysz, no idź.. wynoś się już! – warknęła popychając kobietę. Nagle syrina poczuła straszny ból. Spojrzała na swoje ramie, i na ostrze miecza, które przebiło ją na wylot. Za uchem usłyszała głos
- Nie trzeba było mordować moich przyjaciół i mnie bić – to był August, wyciągnął powoli miecz, a syrina zgięła się w pół. Mężczyzna kopnął ją ciężkim buciorem w żebra, rozległ się cichy chrzęst łamanej kości. Kobieta splunęła krwią. August kopnął jeszcze raz. Zamachnął się, aby powtórzyć cios, ale usłyszał krzyk Billa
- Lincoln! – i zrobił ostatni błąd w swoim życiu, odwrócił się. Syrina skorzystała z nieuwagi mężczyzny i wyciągnęła ostrze. Wiedziała, że nie zabije go tym ciosem, ale i tak nie chciała tego robić. Machnęła mieczem między nogami Augusta, akurat w tym momencie, gdy na nią spojrzał. Z lubością patrzyła jak w jego oczach maluje się szok i niewyobrażalne cierpienie. Spomiędzy jego ud popłynęła krew. Upadł, przygniatając Nereidę swym cielskiem…
- August, tu jest Lincoln ciężko… co ty do cholery wyprawiasz? Zachciało ci się teraz ją przelecieć? – krzyknął, bo faktycznie, z jego punktu widzenia, szarpanina wyglądała niczym gwałt. Ale syrina wyczołgała się spod niego, a mężczyzna przewrócił się na plecy, na jego spodniach widniała czerwona plama krwi
- Dobij… - pisnął nienaturalnie wysokim głosem, czołgając się w stronę Billa, ale te go zignorował. Zobaczył ranną, krwawiącą i plującą posoką Nereidę
- Zabije cię szmato! – krzyknął i już miał się rzucić w jej stronę, gdy poczuł lekkie uderzenie, i jeszcze jedno. Jak by ktoś rzucał kamykami w niego, szybko się odwrócił i zobaczył zieloniutkie włosy i szmaragdową skórę, błękitne oczki wpatrywały się w niego z nienawiścią
- To ty żyjesz? – zachrypiał ze wściekłością, Nereida krzyknęła i rzuciła się na niego. Ale mężczyzna ją złapał i rzucił o skałę niczym szmacianą lalką. Nereida osunęła się zostawiając na skale szkarłatny ślad. Bill odwrócił się i podszedł do morza, rozejrzał się, ale nie zobaczył małej Anastazji, wściekły kopnął kamień i podszedł do Lincolna. Był czerwony od słońca, a na jego skórze widniały już oparzenia. Oczu nie było widać spod zaschniętych strupów krwi. Odetkał mu usta i odwiązał, mężczyzna opadł bezwolny na ziemie. Teraz dopiero Bill zauważył, że on wcale nie ma oczu, najwidoczniej mewy wydziobały je bezbronnemu mężczyźnie. Ale nadal żył, oddychał chrapliwie i nierówno. Wtem wśród ciemno zgniłej zieleni wodorostów Bill ujrzał słodką zieleń małej syriny, zostawił towarzysza i pobiegł za dziewczynką.
- Nie ukrywaj się, bo i tak cię znajdę – warknął i poczuł ból w łydce, dziewczynka zacięła go ostrym sztyletem
- Tylko na tyle cię stać? – zapytał i zaśmiał się, wyciągnął rękę, aby ją pochwycić, ale Anastazja ugryzła go najmocniej jak potrafiła. Krzyknął i odskoczył, spojrzał na szkarłatną krew. Dziewczynka skierowała się do bezpiecznego morza, pobiegł za nią i również wszedł do wody. Anastazja odpływała w coraz większą toń, a zaślepiony Bill za nią. W końcu, ranna i zmęczona dziewczynka zaczęła płynąć wolniej… Mężczyzna był tak zaślepiony, że nie dziwiło go to, że dziecko nie popłynęło niżej, głęboko, aby nie mógł jej ścigać, nie zauważył, że specjalnie płynie wolniej. W końcu złapał ją za rękę…
- Mam cię! – krzyknął z triumfem
- Tak tylko wydaje… - wychrypiała cicho dziewczynka i Bill zrozumiał o co chodzi. Wokół pojawiło się kilka trójkątnych płetw
- Mamusia, uczyła nie wolno wypływać na morze z ranami? – zakpiło dziecko wysuwając rękę z uścisku, który zelżał. Bill próbował płynąć ku brzegowi, ale śmiercionośne szczęki zacisnęły się na jego łydce, poczuł, że zwierze wyszarpało mu kawał mięsa z nogi, krzyknął z bólu. Kolejny rekin podpłynął, zwabiony smakowitym zapachem krwi i jego szczęki zacisnęły się na ramieniu mężczyzny. Bill próbował walczyć, ale to nic nie dało, rekiny powoli rozszarpywały go na kawałki. Woda wokół zabarwiła się na szkarłatno, a mała syrina pływała nucąc, a raczej skrzecząc przez poparzone gardło jakąś dziecięcą piosenkę…
Po kilkunastu minutach na wodzie unosił się już tylko ochłap pogryzionego mięsa, a na dno powoli opadała piękna perła… Słońce oświetlało fale, które wyglądały teraz jak płynne złoto… Po niebie płynęły śnieżnobiałe obłoczki, a nad plażą latały mewy, skrzecząc i bijąc się o posiłek…o ostatnie kawałki ludzkiego mięsa…

Anastazja tymczasem płynęła do brzegu. Nie zwróciła uwagi na Lincolna, który powoli czołgał się ku wiosce. Zaczęła biec ku siostrze. Poczuła, że coś zaciska się wokół jej kostki, to był August
- Nienawidzę cię… - wychrypiał zaciskając dłoń, z jego ust płynęła piana. Mała syrina kopnęła go w nos i puścił ją, krzyczał coś piskliwym głosem. Przy skale siedziała ranna Nereida, przybiegła do niej mała i przytuliła się
- Nie zostawiaj mnie, nie zostawiaj, ja nie poradzę sama – płakała dziewczynka, ocierając drobną rączką krew z twarzy siostry
- Ja nie przeżyję… za dużo ran, za mało mam krwi… - powiedziała Nereida zaciskając dłoń na dłoni siostry
- To moja wina, moja. Niepotrzebnie tu przychodziłam – płakała dziewczynka
- Nie… moja, nie uświadomiłam cię jak bardzo źli i okrutni są ludzie. Teraz już wiesz, to oni zabili nam matkę, to oni zabili brata, to oni zabili mnie –
- Ale przecież ty żywa, żywa – płakała coraz rzewniej mała
- Jeszcze… ale wiesz co? Pomóż mi, zaprowadź do morza, chce umrzeć w morzu – powiedziała opierając się o ramie siostry. Wstały obie, Anastazja ugięła się pod ciężarem Nereidy, ale nic nie mówiła. Od wioski usłyszały głośne krzyki i zobaczyły gromadę ludzi biegnąca w ich stronę
- Oni idą zabić! – powiedziała przerażona dziewczynka ciągnąc siostrę, zanim ludzie zdążyli je dopaść obie były już bezpieczne w wodzie. Żaden z wieśniaków nie śmiał wejść do wody widząc kotłujące się blisko brzegu rekiny. Syriny odpłynęły… dzięki pomocy Anastazji Nereida dopłynęła do domu, nie zważając na protesty siostry skierowała się na kolanach ku końcowi jaskini, tam było jeziorko, a w nim kolejny tunel.
- Nie, Nereida zostań tutaj – płakała dziewczynka ciągnąc siostrę za spódnicę z wodorostów. Ale jej prośby na nic się nie zdały…. Nereida wypłynęła w jaskini, w której czuć było smród rozkładu i śmierci. Tam upadła na twarz, uśmiechnęła się
- Mamo… tato.. idę do was - i umarła… A był to grobowiec, w którym od wieków leżały kości syrin. Anastazja długo płakała nad ciałem siostry. Od tamtej pory już nigdy nie pojawiła się na plaży, choć plotki głoszą, że w dzień śmierci siostry pojawia się i zabija każdego, kto wejdzie jej w drogę….
_________________
 
 
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template FIBlack modified by Falcone



TopListy

Liczniki na bloga
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 26


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową