Herbia  Strona Główna  
  •  FAQ  •   Szukaj  •   Użytkownicy  •   Grupy  •   Statystyki  •  Rejestracja  •   Zaloguj  •   Album  •   Chat  • 
 Ogłoszenie 


Czas najwyższy!
Koniec świata - jak zwykle - nie wypalił, co jest dobrą okazją do startu nowej edycji Herbii!
Zapraszamy!


Poprzedni temat :: Następny temat
Otwarty przez: MatiX
2011-09-26, 21:13
"Świt"
Autor Wiadomość
Vasemir 
Administrator
Unstoppable


Wiek: 25
Dołączył: 08 Cze 2008
Posty: 1135
Skąd: Kraków/Białystok
Wysłany: 2011-10-12, 22:52   

- OK, Logan ma rację. - potwierdził przez komunikator, zatrzymując się przy ścianie budynku. - Nie damy rady na dwa fronty. Idziemy po Stevena, a Ty, Matt, spieprzaj poza zasięg rakiet i wezwij posiłki, NATO powinno mieć kilkadziesiąt minut stąd jakieś jednostki. Nie dowodzę całą akcją, ale myślę, że w skrajnym przypadku możecie nawet porzucić śmigłowiec - spieprzymy jakimś samochodem stąd, a tutejsi będą zdezorientowani.
Rozejrzał się i profilaktycznie kucnął, nie chcąc oberwać jakąś niespodziewaną kulką.
- Frost, nie wysadzimy nadajnika, ale możemy przynajmniej zlikwidować tych, którzy są w pobliżu i na piętrze. Podłóż coś na szybko i zjeżdżajcie stamtąd. Miejmy nadzieję, że budynki centralne mają podziemne połączenie do nadajnika.
_________________
 
 
   
Nuclear 
Weteran minionego wieku
Master of Disaster


Wiek: 24
Dołączył: 21 Lip 2010
Posty: 46
Skąd: Kalisz
Wysłany: 2011-10-12, 23:52   

- Tak jest ! Pokaże wam czystą polską rozpierduszke.
Skomentował Frost, po czym odszukał najczulsze i najważniejsze ściany nośne.
Z kamizelki taktycznej wyciągnął dwa ładunki c4 i podsadził je w dogodnej pozycji do zrobienia wielkiego kuku budynkowi i przeciwnikom. Zamierzał odpalić je zdalnie.

-Dobra chłopaki, czas spierdalać. Zdalnie odpalę ładunek. W nogi !
Nadał przez komunikator i ruszył truchtem w stronę drzwi. Ump było gotowe do strzału.
_________________
 
 
   
MatiX 
Mistrz weteranów minionego wieku
JACKPOT!


Wiek: 27
Dołączył: 16 Wrz 2008
Posty: 1021
Skąd: skądś
Wysłany: 2011-10-15, 18:41   

-Podjęliście słuszną decyzję –skomentował Matt. –Tylko wyciągnijcie ich z tego.
-Matt, mam! –krzyknęła nagle Nanito. –Ten nadajnik namierza tylko cele na określonym zasięgu i kieruje te dane do satelity! Jeśli wyjdziemy poza zasięg nie będą mogli nas namierzyć. Kiedy włączył się alarm?
-Myślę, że między dziesiątym, a dwudziestym kilometrem stąd… Słyszeliście chłopaki. My ratujemy wasz transport a wy ratujecie resztę!
-Powodzenia! –dodała jeszcze Sai i komunikator umilkł.
Marcus nie miał zbytnio czasu na szukanie najważniejszych w strukturze ścian, bo wrogowie byli niemal na wyciągnięcie ręki. Tym bardziej, że nauki ścisłe - w tym fizyka - nie były jego mocna stroną. Szybko wybrał dwie ściany, które według niego należało wysadzić, w korytarzu naprzeciw drzwi – tylko tam nie było śladu przeciwników.
Cała drużyna biegiem ruszyła do dużego budynku w kompleksie laboratoryjnym. Gdy byli ponad osiemdziesiąt metrów –mało, jak na dwa C4, ale trzeba działać szybko… i niekoniecznie muszą to być bezpieczne działania –budynek, w którym znajduje się nadajnik eksplodował wyrzucając w powietrze burzę ognia i kamienne odłamki.
Minęli mały budynek podziurawiony kulami i na szczęście pusty. Słyszeli też odgłosy wystrzałów dochodzące z budynku przed nimi. W miedzy czasie Nanito udało się przesłać dane owego zabudowania na ich tablety taktyczne. Zaznaczyła też pozycję drugiej drużyny.
Znajdowali się oni na pierwszym piętrze w największym pomieszczeniu. I w zasadzie jedynym, jeśli nie liczyć trzech mniejszych pokoi. Ciekawe było to, że tylko z tego właśnie miejsca można było dostać się do zamkniętej części parteru a stamtąd na wzgórze za kompleksem. Wygląda na to, że właśnie tędy uciekł Mijarowić… a pokaźne siły wroga unieruchomiły pozostałych G.O.D.S.
Ale!
Można było wroga oflankować zachodząc ich z prawej strony…
Drzwi wejściowe były w ogóle nie bronione w tej chwili. Najszybsza droga na piętro prowadziła schody po lewej stronie.
_________________
Power... Give me more power!

 
 
   
Vasemir 
Administrator
Unstoppable


Wiek: 25
Dołączył: 08 Cze 2008
Posty: 1135
Skąd: Kraków/Białystok
Wysłany: 2011-10-18, 21:55   

Nie chcąc ryzykować na nierozpoznanym terenie, Siergiej nie chciał ani sam biegać pod potencjalnie niebezpiecznymi oknami budynku, ani też posyłać tam ludzi.
Ręką nakazał grupie skorzystanie ze schodów. Sam podbiegł do nich i uklęknął tuż obok, rozglądając się uważnie, aby w razie zagrożenia ich osłonić. Po chwili osłonie poświęcił mniej uwagi - wolną ręką odpalił tablet i rzucił okiem na przesłaną przez Nanito mapę.
_________________
 
 
   
MatiX 
Mistrz weteranów minionego wieku
JACKPOT!


Wiek: 27
Dołączył: 16 Wrz 2008
Posty: 1021
Skąd: skądś
Wysłany: 2011-10-20, 17:36   

Drużyna Stevena znajdowała się na piętrze, w największym pomieszczeniu. Zajmowało ono na dobrą sprawę niemal całą powierzchnię piętra, nie licząc korytarzy i trzema małymi pokojami. Tablet wyświetlił mapę i zaznaczył cztery czerwone punkty – pozycje pozostałych G.O.D.S. Utrzymywali się przy podwójnych drzwiach.
Dla drużyny Siergieja to był dobry znak, bo mogli pójść korytarzem w prawo i oflankować przeciwnika nie pakując się prosto pod lufy broni. Oczywiście mogli to zrobić, jeśli przeciwnik nie wpadnie na ten sam pomysł i nie oflankuje drużyny Blackbourne’a…
_________________
Power... Give me more power!

 
 
   
Kos_a 
Weteran minionego wieku
Jestem bogiem


Wiek: 27
Dołączył: 05 Lip 2009
Posty: 59
Skąd: Węgzrynów
Wysłany: 2011-10-23, 23:28   

Logan był już przygotowany, żeby wkroczyć do akcji. Magazynek miał pełny i tylko czekał, aż wróg nawinie mu się przed lufę. Zaczął iść korytarzem w prawo robiąc miejsce również dla jednego z członków zespołu. Oflankowanie wrogów według niego było dobrym rozwiązaniem a nie było czasu na zastanawianie się. Za wszelką cenę musieli uratować sowich towarzyszy oraz złapać Mijarowića. Gdy już byli blisko Fenix wyjął granat błyskowy. Przeciwnicy na pewno będą zaskoczeni i razem z drużyną będą mogli szybko się ich pozbyć.
Pora na rozpierduchę.
Logan rzucił granat, odczekał chwilę po czym wpadł do pomieszczenia, gdzie byli wrogowie i zaczął do nich strzelać. SPAS 12 w ciasnych pomieszczeniach był zabójczy i Fenix potrafił to wykorzystać.
_________________


Nie czekaj! Wyjdź z ciała!
http://www.oobe.pl/
http://obeforum.pl/



"Wszystko, czym jesteśmy, to rezultat tego, o czym myśleliśmy i myślimy."

Poznaj wielki sekret życia!
Kliknij
 
 
   
MatiX 
Mistrz weteranów minionego wieku
JACKPOT!


Wiek: 27
Dołączył: 16 Wrz 2008
Posty: 1021
Skąd: skądś
Wysłany: 2011-10-27, 22:38   

Drużyna ruszyła dalej korytarzem, by oflankować wroga i uratować przyjaciół. Ściany w niektórych miejscach były tak osłabione, że momentami przebijały je kule. Kilka z nich świsnęło nad głową Logana a ze ściany trysnął tynk. Nie było jednak czasu podziwiać dzieła destrukcji przy pomocy MG 36 i paru sztuk broni maszynowej.
Mimo iż drużyna dowodzona przez Stevena była w cholernym potrzasku, radzili sobie całkiem nieźle, skoro ciągle byli w stanie się bronić. W końcu to G.O.D.S., a nie jakieś ciecie z pierwszej lepszej jednostki, zgrywający twardzieli kiedy akurat nikt do nich nie strzela.
Kiedy Logan skręcił w boczny korytarz nagle przed lufą jego SPASa pojawiła się nieznana mu twarz. Czerwona kropka celownika laserowego, niczym trzecie oko, tkwiła pośrodku czoła nieszczęśnika. Kiedy Amerykanin pociągnął spust ta twarz po prostu zniknęła… razem z głową. Nic już nie stało na przeszkodzie, by ocalić resztę.
Drużyna zebrała się pod wejściem, Logan wrzucił granat błyskowy…
Głuchy trzask przerwał dźwięk strzałów a rozpoczął wrzask oślepionych wrogów.
To było dziecinnie proste. Dokładnie dwunastu wciąż żywych wrogów padło w ciągu kilku sekund pod ostrzałem jedynie czterech osób.
Ściany zdobiła krew i miejscami wnętrzności, na podłodze pośród ciał wrogów widniały wielkie szkarłatne kałuże i porozrzucane wszędzie sztuki broni.
-Kurwa mać, ostrzegajcie, że rozpoczynacie rozpierduchę od błyskowego – mruknął Jason przecierając oczy. – A po za tym, to nie mieliście wyłączyć nadajnika? Kto wam tu do jasnej cholery kazał przyjść?! A Matt i Nanito?
-Siergiej, słyszysz mnie? Siergiej, zgłoś się! – zatrzeszczała stacja SAOX.
-Nanito – zaczął Jason, zanim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć – Co z wami? Nadajnik rozwalony?
-Nie…
-Siergiej, wy mieliście się tym zająć! Co do cholery tu robicie?
-Ja im kazałem tu przyjść. Nie dalibyście rady bez… - wtrącił Matt.
-Nie tak to…
-Zamknij się i słuchaj! Steven był ranny i potrzebowaliście pomocy! My oddaliliśmy się i jesteśmy po za obszarem operacyjnym. Tu nas nic nie namierza! Mało tego, Nanito znalazła sposób na zakłócenie na chwilę pracy tego syfu…
-Jason… -przerwała Nina. – Steven nie żyje…
Webb znieruchomiał patrząc na medyczkę. Hyura Karimoto przerwała opatrywanie rannego ramienia i z szeroko otwartymi oczami, z malującym się szokiem na twarzy, spojrzała na ciał Blackbourne’a.
Leżał w kałuży własnej krwi, rana na szyi była głęboka. I wciąż krwawiła. Na jego pancerzu i hełmie widać było ślady po pociskach. Jeden z nich ominął osłonę. Tylko jeden...
_________________
Power... Give me more power!

 
 
   
Kos_a 
Weteran minionego wieku
Jestem bogiem


Wiek: 27
Dołączył: 05 Lip 2009
Posty: 59
Skąd: Węgzrynów
Wysłany: 2011-11-02, 22:23   

-Nie żyje? Fuck! - Logan uderzył pięścią w najbliższą ścianę. Nie dość, że nie wykonali zadania to jeszcze jeden z jego kolegów był teraz martwy. Ta misja od początku nie układała się po ich myśli.
Czy może być jeszcze gorzej?
-Więc co teraz zrobimy? -Fenix przeładował broń i zacisnął zęby.
_________________


Nie czekaj! Wyjdź z ciała!
http://www.oobe.pl/
http://obeforum.pl/



"Wszystko, czym jesteśmy, to rezultat tego, o czym myśleliśmy i myślimy."

Poznaj wielki sekret życia!
Kliknij
 
 
   
Vasemir 
Administrator
Unstoppable


Wiek: 25
Dołączył: 08 Cze 2008
Posty: 1135
Skąd: Kraków/Białystok
Wysłany: 2011-11-06, 13:32   

- Zbierzcie od Stevena wszystkie dokumenty - karty wejściowe, identyfikatory. Amunicję i elektronikę też weźcie - powiedział, ostrożnie podchodząc do okna. Delikatnie rzucił okiem na podwórze, po czym kucnął plecami do ściany, uruchomił swój tablet i ponownie rzucił okiem na mapę.
- Steven nie żyje, ale reszta jest w stanie działać dalej i to się liczy. Którędy uciekł rusek?
_________________
 
 
   
MatiX 
Mistrz weteranów minionego wieku
JACKPOT!


Wiek: 27
Dołączył: 16 Wrz 2008
Posty: 1021
Skąd: skądś
Wysłany: 2011-11-07, 18:46   

Drużyna zabrała sprzęt Blackbourne’a. O jego identyfikację nie musieli się martwić - oficjalnie przecież nie istnieli.
-To miało być zwykłe PRT –mruknął Jason przeglądając mapy na tablecie. W jego głosie dało się wyczuć żal i za razem gniew.
-Żadna nasza misja nie jest zwykła –dodała Hyura smutno.
Śmierć Stevena wszystkich jakby wyprała z humoru. Znali się przecież już kawał czasu, nie jedno razem przeżyli. A do G.O.D.S. nie biorą przecież pierwszych lepszych… drugiego takiego już nie spotkają.
-Wiem, że to nie najlepszy moment – wtrącił Matt Williams przez stację SAOX –ale Mijarowić nam ucieka, więc skończcie się żalić i bierzcie się do roboty. Musimy go schwytać.
Ostre słowa, można powiedzieć, ale konieczne. Wystarczyły, by drużyna się otrząsnęła.
-Teraz to zabiję skurwiela –warknął wściekle Webb. Przeładował UMP45 – Tędy uciekł Mijarowić –wskazał na krótki korytarz zakończony schodami w drugim końcu pomieszczenia. –Według mapy można tędy dostać się do zamkniętej części parteru i dalej na wzgórze za kompleksem. Ruszamy!
Zebrali się biegiem. Drużyna ruszyła schodami w dół. Znaleźli się w pomieszczeniu z dwiema kolumnami podtrzymującymi strop. Głupotą było atakować oddział szturmowy G.O.D.S. w pojedynkę, który na dodatek ubezpieczał się wzajemnie. Głupotą było nawet o tym myśleć. Dziewięcio milimetrowy pocisk w głowie stanowczo utrudniał myślenie. Nawet je uniemożliwiał. Ale o tym ten koleś już nie wiedział, kiedy osuwał się o ścianie.
-Jason, tam jest jakiś śmigłowiec! Na zdjęciu widzę też Rosjanina! –zawołała przez komunikator Nanito. –Nie dolecimy na czas, żeby ich zatrzymać…
-Wiem.
-Musicie…
-Wiem!
Nie trzeba było mówić tego drugi raz, bo cały skład zerwał się sprintem dalej korytarzem, który zakończony był włazem. Im bliżej byli, tym wyraźniej słyszeli odgłos silnika śmigłowca na wzgórzu. Jeszcze trochę… Śmigłowiec odleciał kiedy przechodzili przez właz.
Byli w jakimś budynku na uboczu kompleksu. Mała dziura z obdrapanymi ścianami. Karimoto kopniakiem otworzyła podwójne drzwi i wypadała z Jasonem na zewnątrz jako pierwsi.
-Kurwa mać! –zaklął Jason. Patrzył na odlatujący śmigłowiec z naukowcem na pokładzie i wiedział, że nic nie może już zrobić. A gdyby mógł, pewnie by go zestrzelił.
Wyszli na wzgórze i przed nimi ukazało się Treadstone leżące w zakolu rzeki. Było gęsto zabudowane, stąd sprawiało wrażenie nieco większego niż w rzeczywistości. W jego centrum wznosiły się trzy czterdziesto piętrowe wieżowce. Wokół nich były gęsto ubite bloki mieszkalne i domki jednorodzinne. Sporo tego jak na siedem tysięcy mieszkańców…
Nagle SAOX wydał z siebie cichy szum. Po chwili przerwały go ciche i niepewne słowa Williamsa.
-Spójrzcie w górę…
Na pierwszy rzut oka nie było tam nic niezwykłego. Chmury powoli przesuwały się ukazując czarne, nocne niebo i księżyc na jego tle. Ale to był pierwszy rzut oka.
Chmury rozsuwały się tworząc okrąg gołego nieba nad miastem. Księżyc w tym czasie stawał się coraz większy…
-What the hell… - tylko tyle zdołał wyszeptać Webb.
Księżyc nie powiększał się. On zbliżał się do ziemi! I to tuż nad Treadstone! Ogromna masa skalna, wisząca w próżni kosmicznej była coraz bliżej ziemi. Ogromna powierzchnia stawała się coraz wyraźniejsza. Teraz już gołym okiem widać było nawet te małe kratery.
Jakby mało tego, że to całe wydarzenie było dziwne, to jeszcze światło dziwnie się zachowywało. Zamiast spowijać powierzchnię księżyca jak prawa fizyki nakazują ono… po prostu się zatrzymało. Teraz ogromny głaz wiszący nad Treadstone jaśniał jakby nadal odbijał promienie słońca, które na dobrą sprawę powinno oświetlać zupełnie inne miejsce.
Ogromna kula wypełniła całe niebo, którego nie zasłaniały wirujące, ciemne chmury… i zaczęła się obracać.
-Nie… To jakiś koszmar… -szepnęła Nina patrząc szeroko otwartymi oczami na to co się właśnie działo.
Księżyc zaczął się obracać a jego jasna strona znikała ustępując mrokowi. Ciemna strona księżyca ukazywała swe oblicze.
Wtedy dało się tam dostrzec pulsujące czerwienią światło, które rozgałęziało się we wszystkich kierunkach. Mrok księżyca spowity pajęczyną czerwieni pulsował jak szalony. A w jego centrum była… piramida! Najprawdziwsza piramida, podobna do tych w Egipcie! Ale…
Przez umysł Siergieja niczym błyskawica przemknęła myśl. Jego wiedza humanistyczna pozwoliła skojarzyć mu pewne fakty i… on już widział tę budowlę. Czytał o niej! Tak! Teraz pamięta! Historia starożytnego Egiptu… Kair… Giza… Piramida Cheopsa…
Ściany olbrzymiej piramidy zaczęły połyskiwać czerwienią. Rysowały się tam doskonale widoczne symbole nie podobne do niczego, co wcześniej widzieli. Nawet nie były podobne do czegokolwiek, co znali. Ale…
Thomas coś w nich rozpoznał. Gdyby zamienić je na liczby, albo litery… To ułożenie… To jakiś wzór matematyczny! Niestety nie potrafił rozpoznać jaki.
Na szczycie piramidy, który skierowany był dokładnie w Treadstone zajaśniała czerwona gwiazda. Stawała się coraz większa i większa. Nagle błysnęła z cichym hukiem i całe miasto zalała fala czerwieni. Trwało to kilka sekund. Na jej tle doskonale widoczny był zarys śmigłowca, którym uciekł Mijarowić – dopiero zbliżali się do miasta.
Kiedy czerwień zniknęła, miasto jak umarło. Wszystkie światła nagle zgasły. Nawet reflektory samochodów ni były już widoczne. Kompletnie nic.
-Jeśli przepowiednie o końcu świata są prawdziwe… to chyba ten dzień nastał…
-Jason, nie mogę połączyć się ze sztabem – powiedział Willliams. –Co teraz?
-A to miało być zwykłe PRT… - szepnęła tym razem Nina, również nie mogąc oderwać oczu od ogromnej piramidy.
Jason wziął głęboki wdech.
-Dobra, słuchajcie. Skoro nie możemy skontaktować się z dowództwem musimy kontynuować misję. Cel się nie zmienił, dorwać Nikolaja Mijarowića.
-Już lecimy –powiedziała Nanito. –Będziemy za sześćdziesiąt sekund.
Mroczna strona księżyca, opleciona pajęczyną tajemniczego czerwonego światła, złowrogo unosiła się nad Treadstone. To nie mogło wróżyć nic dobrego. Nigdy nie wróży…
_________________
Power... Give me more power!

 
 
   
MatiX 
Mistrz weteranów minionego wieku
JACKPOT!


Wiek: 27
Dołączył: 16 Wrz 2008
Posty: 1021
Skąd: skądś
Wysłany: 2011-11-19, 20:26   

Śmigłowiec pojawił się dokładnie po pięćdziesięciu sekundach. Zrzucił dwie drabinki i półtorej minuty później już lecieli w stronę Treadstone.
-Cholera, cały czas mam wrażenie, że grawitacja zaraz się spieprzy… -mruknął Matt nerwowo zerkając na księżyc.
-Jak na razie wszystko jest w normie… przynajmniej czujniki grawitacyjne nie wariują –odpowiedziała Nanito.
-Nie podoba mi się to…
-Ani mi…
-Jak wszystkim, to wszystkim.
Drużyna uzupełniła amunicję i sprzęt z szafki z uzbrojeniem i…
Biip! Biip! Biip!
-Nie, no, kurwa, znowu?
-Ale to nie rakiety tylko… śmigłowce?
Nie byli tu sami. Nie to, żeby wcześniej byli sami, ale teraz mieli konkretne towarzystwo. Dwa nieznane śmigłowce bojowe siedziały im na ogonie a kolejne dwa nadlatywały z lewej.
-Skąd są?
-Właśnie skanuję… mają namalowane jakieś logo... Bio-Technic? Co oni tu robią?
Na ekranie pojawił się symbol białego sześciokąta z czarną otoczką i dwiema pomarańczowymi kreskami wewnątrz.
Bio-Technic to firma farmaceutyczna zajmująca się badaniami nad różnego rodzaju odżywkami dla sportowców i oczywiście ich wytwarzaniem. Powstała w 1996 roku i szybko zdobyła tytuł lidera na rynku farmaceutycznym. Skąd mają śmigłowce bojowe? Albo lepiej –po co im one i dlaczego akurat teraz?
Nagle odezwało się automatyczne działko kalibru bardzo dużo dużego –wystarczającego, by przebić pancerz w śmigłowcu.
Z głośnym trzaskiem kule przebijały pancerz i dewastowały kokpit.
Jeden z pocisków „drasnął” hełm Siergieja. Hełm dosłownie zeskoczył z głowy Rosjanina i walnął w ścianę kokpitu. Rahidowicz, ogłuszony, próbował chwycić się czegoś, czegokolwiek, by nie spaść z ławki.
Jeden z pocisków trafił Hyurę prosto w brzuch. Krew trysnęła spod kombinezonu na ściany i ludzi.
-Kurwa mać, zabiją nas!
Kolejny śmigłowiec wystrzelił rakietę. Matt nie zdążył wykonać uniku i oberwali w prawe skrzydło przy okazji uszkadzając silnik. Wstrząs był na tyle duży, że wszyscy wylecieli ze swoich miejsc i uderzyli w szafki, siebie nawzajem, czy ekran.
Czerwone lampki mrugały jak szalone nie wspominając już o dźwięku, którego „biip” przechodziło samo siebie.
-Cholera, nie wyląduję! – krzyknął Matt usilnie próbując sprowadzić śmigłowiec na ląd, który był jeszcze kawałek od nich. Głupio byłoby teraz utonąć w rzece…
Kolejna seria z działka i kolejne dziury w kokpicie…
Kolejny wstrząs…
-Jeszcze trochę… -jęknął Matt.
Kolejny wstrząs i ostatnim, co widzieli był zbliżając się asfalt…

Akt 1
Rozdział 1


Ciemność otaczała wszystko. Ciemność była wszystkim. Żadnego światła, promyka nadziei, nic. Tak wygląda śmierć? Nie i ci, którzy przeżyli „lądowanie” śmigłowca nie wiedzieli jeszcze, że to dopiero początek prawdziwego koszmaru, który nazywa się Koniec Świata.
Pierwszy przytomność odzyskał Logan.
Chwilę mu zajęło, by zmysły doszły do siebie i rozróżniały, co się wokół dzieje. A wokół panowała ciemność. Co chwilę jednak jakiś blady przebłysk światła oświetlał pomieszczenie.
Jednak nie taka ciemność straszna, jak ją malują. Nie było tez tak ciemno, jak być mogło. Oczy Amerykanina w końcu przyzwyczaiły się i widział dokładnie gdzie się znajduje.
Był to mały pokój. Podłoga złożona z drewnianych paneli, po prawej stronie przy ścianie stała mała szafka, przy niej łóżko. Po za tym, było tu brudno i pusto. Wyglądało na to, że ktoś szybko sprzątnął pokój. Chyba mu się spieszyło, bo zamek, przy okazji z połową drzwi, był wyłamany.
Znajdowały się tu też trzy inne osoby. Logan rozpoznał w nich towarzyszy G.O.D.S. Marcus i Thomas nadal nieprzytomni byli oparci o łóżko. Tuż obok drzwi leżał Siergiej, który powoli zaczynał odzyskiwać przytomność. Po chwili cichy jęk wydał także Thomas. Wyglądało na to, że przeżyli katastrofę śmigłowca... jako jedyni.
Nie mieli przy sobie jednak wyposażenia. Ani broni, ani pancerza, ani nawet kombinezonów. Jedyne, co posiadali to białe koszulki z czarną naszywką G.O.D.S. na lewym ramieniu, ciemne moro spodnie z wieloma kieszeniami i buty. Czyli w zasadzie, nie mieli przy sobie nic użytecznego.
Nagle usłyszeli odgłos strzału z broni krótkiej. Five SeveN tak brzmi. Potem jeszcze jeden, tym razem Desert Eagle i w końcu serię z HK 416. Jakieś krzyki dochodziły z dołu, dość daleko.
Wyglądało na to, że znajdują się w jakimś piętrowym budynku. Co najmniej trzypiętrowym, bo odgłosy dochodziły jakby z dwóch pięter niżej.
Teraz usłyszeli zupełnie inny odgłos. Warkot, syk, sapanie… raz bliżej, raz dalej.
Cokolwiek to było, znajdowało się na korytarzu za drzwiami…
_________________
Power... Give me more power!

 
 
   
Vasemir 
Administrator
Unstoppable


Wiek: 25
Dołączył: 08 Cze 2008
Posty: 1135
Skąd: Kraków/Białystok
Wysłany: 2011-11-28, 21:55   

_________________
 
 
   
Nuclear 
Weteran minionego wieku
Master of Disaster


Wiek: 24
Dołączył: 21 Lip 2010
Posty: 46
Skąd: Kalisz
Wysłany: 2011-11-30, 10:10   

Marcus po dłuższej chwili odzyskał świadomość, choć z motoryką ciała było ciężej.
-Co tu się kurwa dzieje.
Warknął pod nosem i próbował wstać.
Nie zbyt mu to wyszło.
Rozejrzał się po pokoju. Zauważył że 2 członków g.o.d.s już odzyskało świadomość.
-Jesteście cali ?
_________________
 
 
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template FIBlack modified by Falcone



TopListy

Liczniki na bloga
Strona wygenerowana w 1,4 sekundy. Zapytań do SQL: 25


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową