Herbia  Strona Główna  
  •  FAQ  •   Szukaj  •   Użytkownicy  •   Grupy  •   Statystyki  •  Rejestracja  •   Zaloguj  •   Album  •   Chat  • 
 Ogłoszenie 


Czas najwyższy!
Koniec świata - jak zwykle - nie wypalił, co jest dobrą okazją do startu nowej edycji Herbii!
Zapraszamy!


Poprzedni temat :: Następny temat
[opowiadanie] Baśń o królewnie
Autor Wiadomość
Lilith 
Ice Queen


Wiek: 26
Dołączyła: 25 Cze 2008
Posty: 95
Skąd: Z rushoffego piekła
Wysłany: 2009-07-01, 13:09   [opowiadanie] Baśń o królewnie

Dawno, dawno temu... pewnie nie raz słyszeliście lub czytaliście bjaki które się tak zaczynały (no chyba że od młodości czytaliście Kinga i Mastertona) i one zawsze kończyły się dobrze i szczęśliwie. Tu też występuje królewna, książę i smok... ale to jest przecież mojego autorstwa więc nie spodziewajcie się zakończenia `i zyli długo i szczęśliwie` ;)

Dawno, dawno temu…, kiedy na świecie żyły smoki, a w nieprzebytych puszczach spotkać można było satyrów i piękne, zwodnicze nimfy, mądry i dobry król sprawiedliwie rządził wielkim imperium. Nazywał się on Kiliman Osso Noncjiusz Staszek Tulipan Alfons Niby Tymoncjusz XXXIII Wielki i Wspaniały Ten Który Ujarzmił Smoka i Pojął Za Żonę Piękną Nimfę Córkę Króla Nimf, w skrócie wielkim zwany Konstant XXXIII Wielki i Wspaniały Ten Który Ujarzmił Smoka i Pojął Za Żonę Piękną Nimfę Córkę Króla Nimf, jego żona, jak można wnioskować (błędnie oczywiście) z tytułu była ot zwykłą chłopką, lecz o niezwykłej i nie ziemskiej urodzie. Włosy jej jasne niczym łan zboża, falowały na wietrze, gdy ją pierwszy raz spotkał. Prała tedy… prała po mordzie swego narzeczonego, i gdy tylko wielkiego króla poznała zaraz się w nim zakochała. Narzeczonego porzuciła i za króla w niedługim czasie wyszła za mąż. Wesele huczne było i bogate (jak sam król, który wcześniej najechał sąsiadów, aby złoto na tą imprezę zdobyć, ale o tym historia milczy). Rok później narodziło im się dziecko… Och mój boże niepojęty, cóż to było za dziecię! Córeczka, piękna i delikatna niczym róży kwiat, i tak też ją nazwali –Sonia. Rosła ona, pod opieką rodziców (nie podałam imienia matki? Och… cóż to za nieścisłość z mojej strony, kajam się i błagam o przebaczenie, natychmiast je podaje. Dziewica ta zwała się… Kundegunda). No, więc ta Sonia, ten Królewna Sonia, to tak się wszyscy do niej zwracali, rosła otoczona luksusem i zbytkiem. Nic, więc dziwnego, że wyrosła na pannę rozkapryszoną, leniwą, niegrzeczna i pyskatą (jak to dobrze, że król nie żyje, w lochach mhrocznych i ciemnych osadziłby mnie nie wątpliwie za karę) Wszystko, czego zapragnęła to miała. Raz dnia jednego obudziła się i zapragnęła truskawek, choć mróz był siarczysty i zimna w pełnej krasie. Och, dzień, nie, co ja pisze tydzień, ach kłamstwo, kłamstwo, miesiąc był udręki wielkiej był dla wszystkich wokół, nawet dla ojca wielkiego i potężnego. Lecz jedną pasję, co ją uspokoić umiała, królewna młoda miała, choć zabrzmi to niewiarygodnie wielce, kochała się królewna w księgach starych. Wiele czasu spędzała w bibliotece, zagłębiając wiedzę tajemną. Lecz nikt nie wiedział, o czym to czytywała piękna Sonia… W bibliotece czas spędzała, od uczt i balów stroniąc. Nadszedł tedy czas, gdy 18 swój rok skończyła. Musiała na bal swój urodzinowy pojawić się. I tak też zrobiła… Ach cóż to za widok był dla oczu! Blond jej loki spływały miękkim jedwabiem na śnieżnobiałe ramiona, oczy błękitne patrzyły z chłodem i wyniosłością godną prawdziwej królowej. Jak że wszyscy byli zachwyceni jej nieziemską urodą. A najbardziej młody Książe, Carollus Kshyshtoffus Merkusjuss (CKM w skrócie, lecz nikt nie śmiał go tak nazwać). On to zakochał się w pięknej Soni od pierwszego wejrzenia i tegoż samego wieczoru poprosił ją o rękę. Lecz zanim ona zdążyła cokolwiek powiedzieć, w całym zamku zaroiło się od mrocznych rycerzy i nieumarłych bestii. Nawet smok się pojawił, lecz szybko odleciał. Oto przybył Bardzozuyimhrocznyśmietrelnieniebezpiecznyjakmazagagę Czarnoksiężnik! Wszyscy przerazili się niezmiernie, niektóre damy nawet mdlały(może nie przez Czarnoksiężnika, acz ze zwględu na odór od jego armii ciągnący).
- Królu, nie będę pieprzył bez sensu. Wiesz, po co przyszedłem – powiedział, złapał piękną Sonie za ramie, wymamrotał ponure zaklęcie (Ożkurwaszspierrrrdallam) i razem z królewną i całą swoją armią…zniknął! Po prostu zniknął!
- Odnajdę cię Bardzozuyimhrocznyśmietrelnieniebezpiecznyjakmazagagę Czarnoksiężniku! Odnajdę i uwolnie piękną Sonie. Jeśli tego nie zrobię nie nazywam się Carollus Kshyshtoffus Merkusjuss! (podobno od tamtego czasu nikt już się tak do niego nie zwrócił…) – krzyknął Książe i wybuchnął płaczem, bo nie wiedział gdzie szukać złego czarnoksiężnika. Król obiecał mu pomóc, no w końcu chodziło przecież o jego córkę!
A Bardzozuyimhrocznyśmietrelnieniebezpiecznyjakmazagagę Czarnoksiężnik przybył do swojego ponurego zamczyska na szczycie czarnego wulkanu, który co roku pluł czarną lawą i w którym mieszkał czarny smok, co pożera dziewice (to znaczy mieszkał, umarł z głodu)
- Haha! Teraz jesteś moja Królewno! Zostaniesz moją żoną! – zakrzyknął czarnoksiężnik i zaśmiał się okrutnie
- No chyba kpisz… - powiedziała Królewna Róża krzyżując ramiona na piersi i prychnęła pogardliwie
- Najpierw musisz mi kupić ekstra drogi pierścionek, z wielkim diamentem i koronę. Potem musisz dalej przekupywać mnie niesamowicie drogimi prezentami – powiedziała królewna tonem nieznoszącym sprzeciwu. Czarnoksiężnik podrapał się po brodzie
- A skąd ja wezmę na to pieniądze? – zapytał zatroskany
- A co to mój problem? Głupiś… a teraz pokaż mi moją komnatę, bo muszę odpocząć. I komnata ma być duża, i luksusowa. Bo jak nie to zacznę płakać – powiedziała urażonym tonem królewna. Czarnoksiężnik zaczął przeklinać w duchu, że chyba źle sobie wybrał narzeczoną, lecz pokazał jej komnatę, największą i najpiękniejszą w całym zamku.
- Co to za klitka? Ja niby mam tu spać… Jak mogłeś mnie porwać skoro nie możesz mi zapewnić godziwych warunków! – krzyknęła królewna i zatrzasnęła drzwi. Sprytny Czarnoksiężnik zamknął zamek na wielki srebrny klucz i odszedł. Królewna długo rozpaczała nad swym podłym losem, nagle zobaczyła, że zza okna przygląda się jej ogromne, złote oko z pionową źrenica
- Ktoś ty? Jak śmiesz mnie podglądać? – krzyknęła przez łzy
- Jam jest smok wielki i straszliwy, który zabawia się paląc ludzi i gwałcąc wioski– powiedział, jego głos zadudnił pośród ścian komnaty
- Jak gwałcić? Ale tak… ludzi? Nie za duży jesteś? – zapytała zaciekawiona królewna
- Mogę przybrać postać człowieka, otwórz okno to ci pokaże – powiedział smok i uśmiechnął się złowieszczo, ale tego nie mogła dojrzeć Królewna. Naiwna dziewczyna otworzyła okno i smok, pod postacią mężczyzny z brązowymi włosami i złotymi oczami wszedł do pokoju.
- Haha! Naiwne dziecko! Teraz nic już mi nie stoi na przeszkodzie, aby… - zaczął
- Aby mnie zgwałcić? – zapytała królewna
- Tak! – zagrzmiał smok i zaśmiał się
- Ale nie pognieciesz mi sukni? – zapytała podejrzliwie
- Nie, nie wydaje mi się – odparł smok. Po krótkiej rozmowie oboje wylądowali w łóżku (tutaj niestety, ze względu na młodszych czytelników muszę wyciąć pasjonujący opis. Lecz dla osób pełnoletnich będzie się on pojawiał zawsze w godzinach pomiędzy 23-23.02 obiecuję)
Następnego dnia Bardzozuyimhrocznyśmietrelnieniebezpiecznyjakmazagagę Czarnoksiężnik wszedł do komnaty
- Puka się – warknęła królewna
- Zmieniłem zdanie, nie chce cię za żonę. Złoże cie w ofierze mojemu bóstwu, jako królewnę-dziewicę – powiedział zacierając ręce
- Dziewice? Ale ty głupi jesteś! – powiedziała królewna i wybuchnęła głośnym śmiechem. Czarnoksiężnik otworzył usta ze zdumienia i tak stał, z głupią miną.
- Ale… ale jak to? –
- A no tak bywa. Wczoraj zgwałcił mnie smok – powiedziała udając (fatalnie) smutek.
- No zabije drania! To już piąta dziewica! – krzyknął wściekły Czarnoksiężnik i uderzył pięścią w ściane, z jego oczu popłynęły łzy rozczarowania. Odwrócił wzrok od Królewny, która tylko na to czekała, wyjęła z pod poduszki wielki, rzeźnicki nóż i podeszła do
Bardzozuyimhrocznyśmietrelnieniebezpiecznyjakmazagagę Czarnoksiężnika i popukała go w plecy, gdy ten się odwrócił rozcięła mu brzuch, blade jelita wypały na podłogę z głośnym plaśnięciem.
- AAAA! Moje jelita! One leżą na podłodze – krzyknął Czarnoksiężnik, ale kolejny cios Królewny Soni został wymierzony w jego twarz, krew i cząstki mózgu zapaprały suknie Królewny. Ona, z rządzą mordu wyszła z komnaty, po drodze zabiła jeszcze sługę
Bardzozuyimhrocznyśmietrelnieniebezpiecznyjakmazagagę Czarnoksiężnika i natknęła się na smoka
- Masz brudną suknie, wiesz? – zapytał
- Jesteś smokiem prawda? Jeśli nie pomożesz mi przejąć władzy w królestwie to cię wykastruje! – krzyknęła Szalona Królewna Sonia
- No dobra, dobra… tylko zbiore paru kumpli, okej? – zapytał smok
- Oczywiście, ale masz tu jutro być! – krzyknęła Królewna i oddaliła się. Siedziała na schodkach i oglądała swoje dłonie, gdy nadjechał rycerz na białym z kumaku, z zakutym łbem, (to znaczy hełm miał i zbroję i miecz także, acz tępy jak sam on)
- Och piękna królewno Soniu! To ja Carollus Kshyshtoffus Merkusjuss, przybyłem w imieniu twego ojca Kilimana Osso`a Noncjiusza Staszeka Tulipana Alfonas Niby Tymoncjusza XXXIII Wielkiego i Wspaniałego Tego Który Ujarzmił Smoka i Pojął Za Żonę Piękną Nimfę Córkę Króla Nimf oraz jego wielebnej małżonki królowej Kundegundy Pięknej i Urodzicwej Córki Króla Nimf, aby cię wyrwać z łap parszywgo i cuchnącego gnojem ładjdaka Bardzozuyimhrocznyśmietrelnieniebezpiecznyjakmazagagę Czarnoksiężnika – powiedział dumnie, królewna ziewnęła
- To się spóźniłeś, zarąbałam go na śmierć. A ty mnie nudzisz, spieprzaj! – warknęła, a Książe zaczął płakać
- Ale ja się tak staaaraaałem – jęczał zrozpaczony
- No dobra, w sumie możesz zostać moim mężem. – powiedziała łaskawie Królewna, a Książe podskoczył z radości i zaklaskał w dłonie
- Ale musisz mi pomóc zabić Króla i Królową, abym mogła przejąć Królestwo – rzekła, a Książe pobladł
- Ale… zabić? Nie można zabijać przecież! –
- Chce być Królem i moim mężem? To rób co ci każe! Inaczej każe cie wychłostać! –
- Dobrze, Królewno –
- Królowo, jeśli już, albo nie, Cesarzowo. Tak, chcę, aby się do mnie zwracali Cesarzowo. A teraz siadaj, czekamy na smoka – powiedziała i usiadła z powrotem na schodkach, Książe obok niej. I tak czekali, czekali i czekali… Az, gdy nadszedł zmrok usłyszeli szum skrzydeł
- Hej Królewno – krzyknął smok
- No nareszcie! I nie mów do mnie Królewno! Od dziś jestem Cesarzową! – Powiedziała. Smok wylądował i Cesarzowa wraz Księciem weszli mu na grzbiet. Lecieli, ponad górami, ponad lasami i ponad dolinami i ponad wszystkim, co było pod nimi… aż dolecieli do zamku.
Cesarzowa Sonia weszła do Sali tronowej
- Och! Twoja matka uciekła Soniu, razem z kimś tam bo przegrałem wojnę i nie mam pieniędzy, jestem taki bieeedny. Chyba umrę z żalu – powiedział król. I tak uczynił, na drugi dzień (tak, z żalu, nie z powodu ogromnej ilości trucizny w jedzeniu). Dwa dni później Sonia wraz z Carollusem Kshyshtoffusem Merkusjussem pobrali się! Lecz ku jej rozpaczy to on miał przejąć władzę po jej nieszczęsnym ojcu. Na szczęście ku jej uciesze umarł. I to już w noc poślubną, w tragiczny sposób. Otóż udusił się poduszką, gdy wpadł w histerię dowiedziawszy się, że jego żona nie jest dziewicą. Cóż, taki los…
A marznie Królwny Soni spełniło się! Oto została wielką i wspaniałą Cesarzową, podbijała wszystkie kraje, mając do dyspozycji armię Smoków i Nieumarłych. Rządziła długo i niesprawiedliwie...

Koniec^^
I ja tam byłam, krew z wódeczką piłam
_________________
 
 
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template FIBlack modified by Falcone



TopListy

Liczniki na bloga
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 25


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową